Pięć dni trwały poszukiwania 17-latki z Sołtman. Dziewczyna w poniedziałek rano wyszła na autobus, który miał ją zawieźć do szkoły w Giżycku i słuch po niej zaginął. Szukała jej policja, rodzina i znajomi. Udało się. W sobotę nad ranem Angelika wróciła do domu.
W poniedziałkowy poranek Angelika powiedziała, że wróci do domu po południu, ok. 17. Wyszła na autobus, który jak zwykle miał ją zawieźć do szkoły w Giżycku. Gdy nie wróciła po lekcjach, nie pojawiła się wieczorem, ani we wtorek nad ranem, rodzina podniosła alarm. Nastolatka miała wyłączony telefon, nie było z nią żadnego kontaktu.
— Jesteśmy niemal pewni, że przebywa w Warszawie. Prawdopodobnie pojechała tam do jakiegoś chłopaka — mówił z piątek brat Angeliki.
Miał rację, jeszcze tego samego dnia, informacja potwierdziła się. Nastolatka wyjechała do stolicy do chłopaka. Rodzicom dziewczyny udało się skontaktować najpierw z jego rodzicami, a później z nim.
Po interwencji bliskich u chłopaka, w piątek wieczorem Angelika zadzwoniła do rodziców, a w sobotę nad ranem autobusem wróciła z Warszawy do domu.
— Angelika nie tłumaczy, dlaczego wyjechała — mówi tata dziewczyny.— Chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, przez co przeszliśmy.
— Jesteśmy niemal pewni, że przebywa w Warszawie. Prawdopodobnie pojechała tam do jakiegoś chłopaka — mówił z piątek brat Angeliki.
Miał rację, jeszcze tego samego dnia, informacja potwierdziła się. Nastolatka wyjechała do stolicy do chłopaka. Rodzicom dziewczyny udało się skontaktować najpierw z jego rodzicami, a później z nim.
Po interwencji bliskich u chłopaka, w piątek wieczorem Angelika zadzwoniła do rodziców, a w sobotę nad ranem autobusem wróciła z Warszawy do domu.
— Angelika nie tłumaczy, dlaczego wyjechała — mówi tata dziewczyny.— Chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, przez co przeszliśmy.
O zaginięciu Angeliki informowaliśmy w piątek, 13 stycznia.






